U źródła każdej dżungli stoi małe ziarenko


Udostępnij na:

Pod tym niewinnym botanicznie brzmiącym tytułem, ukryłam treści dość poważne, a dla mnie wręcz bolesne. O szowinizmie miliony słów już padły i tony sarkazmu zostały wylane. Nie chciałabym się zagłębiać w polemikę, dołączać do bitwy na argumenty, ani powtarzać tego, co zostało już o szowinizmie powiedziane. Chcę natomiast rzucić trochę innego światła na tą sprawę, którego, według mojej najlepszej wiedzy, jeszcze nie rzucono. 

Dyskryminacja ze względu na płeć, skrótowo szowinizm lub seksizm, leżą u podstaw problemów z samą sobą wielu kobiet, głównie braku poczucia własnej wartości. U mnie szowinizm jest bardzo delikatnym tematem, gdyż odegrał decydującą rolę w kształtowaniu mnie jako człowieka-kobiety. Dotychczas temat ten stał mi ością w gardle i nie chciał pójść ani w jedną ani  w drugą stronę. To, co pchało ość do ust w stronę wyjścia, to głębokie poczucie niesprawiedliwości i walki z nieznośnym uczuciem bycia kimś gorszym. A to, co kazało jej wracać do żołądka to wyniesione z domu szyderstwo z tego tematu. Mój wpis traktuję jako osobisty coming-out, gdyż przez moją ość w gardle nigdy wcześniej nikomu nie przyznałam się jak to widzę. Dlatego jeśli ten blog ma być dla mnie formą psychoterapii, to nie będzie nim bardziej niż przy tym wpisie.

Czy znacie choć jednego człowieka, który świadomie powie o sobie, że jest seksistą? Ja osobiście nie znam. Myślę, że dzieje się tak dlatego, że nie jest dla ogółu zrozumiałe, czym tak naprawdę jest szowinizm i w czym się przejawia. Myślisz, że szowinizm to otwarte głoszenie, że kobiety są mniej inteligentne, mniej zaradne, mniej mogą od mężczyzn? Że to pozbawianie ich wyższych stanowisk w firmach, niższe pensje na analogicznych stanowiskach? Że to oczekiwanie od kobiety „siedzenia w kuchni”? To są przejawy szowinizmu, te największe, najwyraźniejsze i najbardziej zauważalne. Aktualnie żyjemy w tak znamienitych czasach, że w kobietach znowu obudził się duch walki i dużo z tych najoczywistszych przejawów szowinizmu została w większości wyeradykowana. Sam szowinizm jednak  to sposób myślenia, program w naszym umyśle, kryje się w naszej podświadomości. Moim zdaniem, nie pozbyliśmy się szowinizmu z naszych umysłów i sposobu myślenia, tylko zmieniliśmy społecznie przyjęty sposób jego wyrażania. Zobrazuję to Wam na przykładzie historii życia jednej dziewczynki. No to SIEJEMY!

Nie tak dawno temu była sobie mała dziewczynka, która była bardzo mądra, sprawna i kreatywna. Była małą królewną tatusia, przynajmniej tak zawsze siebie widziała. Tatuś lubił pokazywać jej świat, uczyć o tym, jakie rzeczy są. Mała królewna tatusia uwielbiała jego opowieści, każdą z nich brała do siebie jak dogmat – w końcu jak kochany tatuś tak mówi, to musi mieć rację. Brała za pewnik wszystko co mówił. Na temat tego czy Bóg istnieje, jak trzeba budować zamki z klocków, z czego składa się jabłko, którzy ludzie są dobrzy, a którzy źli, a także na temat tego jaka ona sama jest. Tatuś uświadamiał ją więc jakie ma niedoskonałości i że niestety nic nie może z nimi poradzić, bo taka się urodziła. Nigdy i tak nie będzie biegać tak szybko jak chłopcy (a mała królewna biegała bardzo szybko).   Ziarno zostało zasiane. Nigdy i tak nie będzie tak silna jak chłopcy.  Ziarno zostało zasiane. Nigdy nie będzie tak mądra jak chłopcy, bo przecież wszyscy najwięksi naukowcy i myśliciele to mężczyźni.  Ziarno zostało zasiane. Nigdy nie będzie tak naprawdę dobrze gotować, bo wszyscy najwięksi kucharze to mężczyźni.  Ziarno zostało zasiane. Dowiedziała się jeszcze o wielu wielu innych rzeczach, którymi nie będzie, bo urodziła się dziewczynką. „Nie przejmuj się. To nie Twoja wina.” – mówił tatuś. Wtedy mała królewna zaczęła marzyć, że pewnego dnia ktoś rzuci na nią zaklęcie i stanie się chłopcem. Takim doskonałym chłopcem, który będzie mógł być taki, jaki chce i którego jej tatuś mógłby pokochać. Tak bardzo chciała stać się chłopcem i zasłużyć tym samym na miłość swojego ukochanego Tatusia. W tych marzeniach i zaprzeczaniu własnej kobiecej naturze, mała królewna żyła jeszcze kilka lat. Odpierała wtedy wszystkie drobne wtrącenia i żarciki swojego Taty na temat ograniczeń kobiet ( kolejne ziarna zostały zasiane), bo przecież to jej nie dotyczyło, ona za chwilę będzie wymarzonym chłopcem swojego tatusia. Mając kilkanaście lat, jak jej brat podrósł na tyle, aby mógł zawiązać męską sztamę z jej ukochanym tatusiem, w końcu ją tknęło. Ona jest kobietą. I to się nigdy nie zmieni. Nigdy nie zasłuży na miłość swojego Taty. Nigdy nie zostanie przyjęta do ich super-kręgu. Pozostanie na zawsze w tym gorszym kręgu wyszydzonych kobiet. Czuła się taka odepchnięta! I wtedy te wszystkie zasiane w jej umyśle ziarna dojrzały i zaczęły kiełkować. Pojęła, że te wszystkie małe żarciki, małe wytyki niedoskonałości kobiecej natury dotyczą JEJ SAMEJ. Została sama i niedoskonała, nie do kochania. Postanowiła, że to wyprze i nie dopuści do siebie. Ale tak to jest, że im bardziej coś odpychasz tym bardziej staje się tobą. Potem już przez wiele lat do czasów późnej dorosłości zbierała dalej te małe ziarenka ciskane w jej kierunku przez jej Tatę, Mamę, brata, Pana w autobusie, wykładowcę na uczelni, wujka Edka u cioci na imieninach… a one kiełkowały. Do tej pory urósł z nich gąszcz dzikiej roślinności, przez który już nie mogła widzieć siebie. Nie była już nigdy wystarczająco mądra, sprawna czy kreatywna, bo nie mogła tego znaleźć w tym gąszczu poczucia niższości, który wyrósł w jej umyśle. Teraz już zawsze kiedy zdarzyło jej się przypadkiem mieć pasję, ambicję czy aspiracje na zrobienie czegoś po swojemu, głos w jej głowie mówił, że i tak sobie nie da rady, bo przecież jest tylko wybrakowaną osobą, bo jest tylko kobietą. I nigdy nie wypowiedziała tego na głos, ale właśnie tak czuła. Przez ten przytłaczający głos w swojej głowie, nie była nigdy w stanie dać z siebie wszystkiego, doprowadzić czegoś z niewzruszoną pasją do końca, postarać się ze wszystkich sił, bo i tak to nie ma prawa jej się udać. Bo jest tylko kobietą.

Szowinizm to nie jest tylko publiczne głoszenie skandalicznych opinii i zapewnianie, że są one faktami. Szowinizm to każde żartobliwe „eeeee, trochę techniki i wy, kobiety, się gubicie”, „idź, zostaw to lepiej, pozwól mężczyznom się tym zająć”, „nie przejmuj się, chłopcy są po prostu w tym lepsi z natury”, „kobiety to by zamiłowały na śmierć”. To każde pojedyncze ziarno, które wyrasta w nieprzemierzoną dżunglę, odcinającą kobietę od jej prawdziwego potencjału. Szowinizm to żarcik. Szowinizm to mały piszczący robal w umysłach ludzi, mężczyzn i kobiet. Tak! U nas, kobiet, też! Ja też jestem szowinistką! U mnie szowinizm jest bardzo mocno zakorzeniony w sposobie myślenia. Jest w każdym: „i tak nie dam sobie rady”, „do rozpalenia ogniska to może poprosimy jakiegoś faceta”, „ty głupia babo! Patrz jak jedziesz!”. Macie takie myśli dziewczyny? To by znaczyło, że Wy, podobnie jak ja, jesteście nosicielkami tego wirusa o nazwie szowinizm. I mimowolnie nieświadomie będziecie przekazywać go następnym pokoleniom – to podświadome przeświadczenie o niższości kobiet. Wirus toksycznego wstydu. Wstydu samej siebie.

I tak po wiekach ugruntowywania szowinistycznego myślenia w naszych umysłach, profesor w telewizji publicznej może powoływać się na badania naukowe mówiące o tym, że kobiety są mniej inteligentne. Jak przez setki lat każda z kobiet była wychowywana od bobasa poprzez bycie poniżaną i marginalizowaną, to jak ma potem uwierzyć w siebie, aby cokolwiek osiągnąć? Jak kobiety mają „dobrze” wypadać w badaniach statystycznych? To jest jak samospełniająca się przepowiednia.

Mimo że uświadomiłam sobie istotę i tragiczne konsekwencje, jakie szowinizm miał na moją osobowość i życie, już kilka lat temu, to nadal nie mogę go do końca wykorzenić ze swoich schematów myśleniowych. Jednak jestem tego na tyle świadoma, że mam nadzieję, że nie przekażę go swojej córce. Mam nadzieję, że ona będzie mogła dostrzec swój wewnętrzny potencjał i rozwinie skrzydła 🙂


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.