Site Loader
Udostępnij na:

Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się przejść na dietę? Aby schudnąć albo dla zdrowia? Co za głupie pytanie! Na pewno Ci się zdarzyło! 🙂 Na początku pełna mobilizacja skierowana na cel, która później przybiera formę wyrzeczeń, a pod koniec oszukańczego podjadania „raz mi nie zaszkodzi”. I cały misterny plan wziął w łeb! Albo: zapiszę się na siłownię/zacznę biegać/pływać/jeździć na rowerze/etc./cokolwiek. Ile dni wytrzymałaś/eś w tym zrywie na szczupłą sylwetkę i aktywne życie? W który dzień mówisz sobie pierwszy raz, że już masz dosyć tego znoju? Albo jeszcze inaczej: ile razy po zerwaniu jednego związku/znajomości obiecujesz sobie, że od teraz będziesz uważać na takich chorych ludzi, po czym lądujesz w analogicznych relacjach?

Dlaczego, no dlaczego, dlaczego, dlaczego to wszystko jest takie ciężkieeeee? Dlaczego dbanie, abym była zdrowa i było mi dobrze w życiu to taka ciężka znojna praca pełna wyrzeczenia i poświęceń? Dlaczego lekarstwo jest zawsze niesmaczne, dlaczego trzeba się zmuszać do dobrego, a to, co dla Ciebie jest niezdrowe jest takie smaczne i przyjemne?

A co jeśli bym Ci powiedziała, że schudnąć jest łatwo, czuć się zdrowo, mieć dużo energii do życia to pestka, a nawiązywanie tylko relacji wzbogacających życie to najprostsza rzecz pod Słońcem? Niemożliwe?

Wiesz gdzie tkwi błąd? Otóż w Twoim myśleniu o samej sobie 🙂

Jak zostajesz matką dzięki hormonom rozwijasz w sobie naturalną miłość i integralną potrzebę dbania o tą najcudowniejszą w świecie istotę. Intuicyjnie chcesz jej dawać to, co dla niej najlepsze. Nawet Ci przez głowę nie przejdzie, aby świadomie dać dziecku czy zrobić coś, co mogłoby jej lub jemu w jakikolwiek sposób zaszkodzić. Dlaczego więc aż kilka razy dziennie nie możesz się powstrzymać przed pochłonięciem „tylko jednej” i „ooooostatniej” czekoladki, która na pewno nie pójdzie Ci w cycki, zmarnuje zęby, osłabi naturalną życiową energię i jakie tam jeszcze inne niepożądane działanie może mieć cukier? Czy robisz to dla osłodzenia sobie beznamiętnego życia, albo dla odczucia relaksu, bo jesteś taaaaki zmęczony, albo z powodu uzależnienia od cukru, albo z nudów? Jakakolwiek nie byłaby przyczyna, jest jedno skuteczne rozwiązanie. Pokochaj samego siebie!

Ja wiem, że aktualnie jest to powtarzane do znudzenia wszędzie. Jest to podstawa tego co głoszą choćby Pawlikowska czy Skalska. Trochę tak, jakby chciano zrównoważyć siłę z jaką miłość własna została napiętnowana przez pokolenie naszych rodziców. Ja osobiście przyłączam się do tej propagandy: kochać samego siebie to podstawa dalszego rozwoju osobistego! Bez tego będziesz się kręcić w kółko i ciągle wracać do wcześniejszych schematów postępowania. Jeśli jesteś z tego pokolenia co ja to raczej w domu rodzinnym nie nauczono Cię kochać samej siebie. Kilka sposobów, które mi pomogło pokochać siebie znajdziesz w poprzednim wpisie.

Ale jak to się ma do utraty kilogramów, jedzenia brokułów i aktywnego życia? Otóż wraz z miłością i życzliwością do samej siebie, zupełnie sam bez żadnego wysiłku z naszej strony, do naszego umysłu wgrywa się program „Dbam o Siebie”. Wtedy, tak samo naturalnie jak matka dba o swoje dziecko, Ty naturalnie i bez wysiłku wybierasz to, co dla Ciebie dobre.

Pamiętam, że po kilku miesiącach od mojego ryku przebudzenia i wkroczeniu na ścieżkę miłości własnej, zaczęłam dostrzegać pewne prawidłowości. Alkohol, nawet w małej ilości, osłabia moją energię i mnie lekko usypia – nic mi się po nim nie chce robić i jestem w stanie tylko zalec przed filmem. Czuję się źle. Zjedzenie posiłku w rozmiarach typowego polskiego obiadu (ziemniaki, schabowy, surówka) powoduje u mnie spadek energii, ociężałość, senność, wolniejszą przemianę materii. Czuję się źle. Dyskusje ze znajomymi czy rodziną na temat tego kto ma rację i czyja prawda jest bardziej mojsza, obniżają poczuje mojej wartości, uruchamiają mi dni wewnętrznego dialogu „jaką ciętą ripostę mogłam zastosować”. Czuję się źle. Godzinny trening na siłowni codziennie podnosi moją energię, czuję się lekka, bardziej sprawna. Czuję się dobrze. Jedna szklanka soku grejpfrutowego dziennie przyspiesza moją przemianę materii, czuję się lekka. Czuję się dobrze. Szczera rozmowa z przyjacielem „eye to eye” na temat swoim przeżyć, emocji, motywacji daje mi poczucie więzi, bliskości i przynależności. Czuję się dobrze.

I tu stanęłam przez wyborem: czuć się źle czy czuć się dobrze. I to jest mega prosty wybór, pod warunkiem, że kochasz siebie. Mój organizm sam naturalnie ma ochotę na pożywienie jakie jest dla mnie dobre, w ilości jaką potrzebuję na daną chwilę. Nie ma ochoty na chipsy, słodycze, napoje gazowane, alkohol, ani obżarstwo. Naturalnie chce mi się aktywnie spędzać czas. Wybrałam dyscypliny jakie sprawiają mi radość, okazało się, że są to trekking i pływanie, a ostatnio eksperymentuję z parkurem. Nie wybieram dyscyplin, które kojarzą mi się z męką i poświęceniem czyli w moim przypadku np. bieganie czy rower. Nie wchodzę w relacje z ludźmi oparte na udowadnianiu swoich racji. Wybieram tych, którzy są w stanie zaakceptować i polubić mnie taką jaką jestem, bo akceptują samych siebie.

Aktualnie dla siebie i zdrowia nie wybieram nic, do opisu czego używam słów takich jak: poświęcenie, wyrzeczenie, mobilizacja, zmuszanie się czy walka. Z prostej przyczyny: nic, co jest na siłę nie przetrwa i nie da pozytywnych trwałych rezultatów. Jak na ironię życia przystało schudłam dopiero wtedy, gdy zaakceptowałam swoje ciało. Schudłam „przy okazji”. Bez wysiłku. Czuję się dobrze bez wysiłku. Co ciekawe odkryłam też, że program „Dbam o Siebie” nie działa wstecz. To znaczy, że wszystkie moje zażyłe toksyczne relacje z ludźmi, jakie nawiązałam wcześniej w życiu, nie zniknęły, nie uleczyły się, ani wcale nie jest mi łatwiej je zerwać. To nadal wymaga ode mnie wiele pracy i wysiłku. Ale wiem, że i to w końcu osiągnę 🙂

P.S. Nadal też czuję nieodparty pociąg do Ptasiego Mleczka. Smak mojego dzieciństwa, mmmmmmmmmm 🙂

Post Author: Lisica na Szlaku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Lisica na Szlaku

Kobieta po przejściach i do tego jeszcze z przeszłością, która zaczyna życie na nowo. Szczęśliwa samotna matka po 30-tce. Życiowy i zawodowy ogarniacz. Rozwojowy „frick”. Introwertyczka. Praktyk autoterapii. Propagatorka wolności i autentyczności w życiu.

czytaj dalej…