O miłości własnej


Udostępnij na:

Wiele się teraz mówi o kochaniu samego siebie. Przyznam szczerze, że kiedy pierwszy raz o tym usłyszałam zrobiło mi się trochę głupio, poczułam lekkie onieśmielenie i zażenowanie: „No gdzie kochać mnie? Taką jaka jestem? Całą? Siebie?”. Właśnie w tym moim pierwszym naturalnym odruchu kryła się istota miłości własnej i tragedia konsekwencji jej braku. Bo gdy wzdrygasz się przed myślą o akceptacji i kochaniu samej siebie całej ze wszystkimi niedoskonałościami, błędami życiowymi i pomieszaniem, to jaką masz reakcję na myśl, że ktoś inny może kochać Ciebie? Tak szczerze.

Ja od maleńkości żyłam w silnym przekonaniu, że nie ważne jak się staram, nigdy nie będę wystarczająco dobra, aby zasłużyć na miłość, że nie jestem jej warta. A na miłość trzeba przecież zasłużyć, prawda? Dlatego też czułam pewną niezgodę na myśl, że mogłabym kochać samą siebie. Zresztą w to, że ktoś inny może pokochać mnie taką jaką jestem, też nigdy nie byłam w stanie tak naprawdę uwierzyć. Takie przekonanie niesie za sobą poważne konsekwencje i leży u źródła wielu głęboko zakorzenionych urazów z dzieciństwa. Dlatego uważam, że od tego powinno się zacząć swoją drogę rozwoju osobistego, gdyż samoakceptacja daje Ci przyzwolenie na odkrywanie autentycznej siebie i świadome uczciwe życie. Więc jeśli już się przebudziłaś/eś do swojego autentycznego życia, swoją drogę polecam zacząć właśnie nauczenia się kochać samej/ego siebie.

Ale jak to zrobić i od czego zacząć? Poniżej przytaczam kilka sposobów z literatury tematu, które miały na mnie ogromny wpływ i umożliwiły kilka przełomów. Możesz traktować poniższe sposoby jak pełną receptę na osiągnięcie celu (czyli trwałe pokochanie siebie), ich kolejność wybrałam taką, jaką uważam za optymalną, każdy opis zawiera też moje osobiste doświadczenia i komentarze.

1. Wewnętrzne Dziecko

Aktualnie w psychoterapii rozwijana jest koncepcja wielorakiego Ja, tzn. że nasze ego, poczucie Ja, nie jest spójną jednością, ale składa się z wielu podjednostek, tzw. podosobowości, energii lub głosów. Jest kilka podosobowości uniwersalnych, które występują w każdym człowieku i wyróżniają się specyficznym zestawem cech. Pierwszą zidentyfikowaną i opisaną podosobowością jest Wewnętrzne Dziecko. Jest to ta część naszej osobowości, naszego Ja, która nigdy nie dorosła, gdyż zablokowała się i odizolowała na wczesnym etapie rozwoju. To zatrzymanie się w rozwoju naszego Dziecka Wewnętrznego jest spowodowane urazem lub konsekwentnym niespełnianiem naszych dziecięcych potrzeb w okresie naszego dzieciństwa. Twoje Wewnętrzne Dziecko jest ciche, najprawdopodobniej siedzi skulone, niewiele się rusza, jest sumą Twoich podświadomych strachów, poczucia niższości, poczucia wstydu, które są naturalną konsekwencją urazów, jakie wynieśliśmy z dzieciństwa. Wewnętrzne Dziecko w nas jest czy jesteśmy go świadomi czy nie. Aby zacząć budować swoje nowe zdrowe i szczęśliwe życie, najpierw trzeba uleczyć ból, który był pielęgnowany w nas przez wiele wiele lat. Zgadza się? Jak zaczniemy budować nasz dom zdrowia psychicznego na zakopanym i ukrytym bólu, to nasza budowla nigdy nie będzie trwała i wcześniej czy później cała zmiana, jaką wypracowaliśmy w swoim życiu runie. Dlatego polecam zacząć budowę swojego Szczęśliwego Domu od remontu fundamentów – czyli od uzdrowienia swojego bólu pierwotnego i zaopiekowania się swoim Wewnętrznym Dzieckiem. Jak już wspominałam, jest to ostatnimi czasy rozpowszechniona forma psychoterapii bądź autoterapii (czyli formy jaką ja preferuję). Ja polecę wam terapię Wewnętrznego Dziecka, którą sama na sobie przerobiłam, według opracowania prekursora tematu J. Bradshaw „Powrót do swego wewnętrznego domu”. Jest tam zawarty zbiór medytacji uzdrawiających dla każdego etapu dzieciństwa i okresu dojrzewania. Każdy rozdział odpowiadający danemu okresowi rozwojowemu zawiera listę potrzeb, które ma dziecko na danym etapie oraz  zawiera opis dwóch podejść: rodziny dysfunkcyjnej oraz rodziny wspierającej. Pomaga to bardzo w przywołaniu energii Wewnętrznego Dziecka, identyfikacji każdego urazu czy zaniedbania jakiego doznaliśmy w dzieciństwie i uleczeniu go. W drugiej części książki przejmujemy opiekę nad naszym Wewnętrznym Dzieckiem i żegnamy się z naszymi rodzicami. Jako nowi rodzice naszego Wewnętrznego Dziecka, zaczynamy teraz pokazywać mu świat w sposób wspierający.

2. Program: „Kocham Cię!”

Uczucie miłości do samego siebie jest podstawowym programem, jaki wgrywamy do swojego umysłu, po uleczeniu przeszłych urazów. Właśnie dzięki uleczeniu i wybaczeniu naszym „pierwszym” rodzicom, miłość do samego siebie i akceptacja CAŁEJ siebie, jest w ogóle możliwa. Identyfikacja siebie z Wewnętrznym Dzieckiem oraz pełne uświadomienie sobie źródła jego natury, ułatwi nam znacząco pokochanie Go, a tym samym nas samych. Korzyści jakie odniesiemy to wyleczenie z tęsknoty za miłością i akceptacją, z potrzeby aprobaty tego co robimy od innych ludzi.

Od czego zacząć? Ja zaczęłam od codziennej rozmowy z moim Wewnętrznym Dzieckiem, wczucia się w jego energię oraz afirmacji „Kocham Cię! Jesteś dla mnie najważniejsza! Jesteś wyjątkowa! Zawsze będę przy Tobie!”. Treść afirmacji powinna być dostosowana do urazów Waszego Wewnętrznego Dziecka. Moimi najdotkliwiej niezaspokojonymi potrzebami dzieciństwa są: miłość, poczucie bycia ważnym, autonomiczność, zaufanie do samego siebie oraz poczucie przynależności i bliskości. Te niezaspokojone potrzeby znajdują odzwierciedlenie w mojej afirmacji.

Jakie będą oznaki, że nasz wgrywany program zaczyna działać? Ja pierwszą wyraźną oznakę zanotowałam po ok. 2 miesiącach, a było to zniknięcie nieprzepartej potrzeby płaczu na dźwięk tych afirmacji. Następnie Wewnętrzne Dziecko zaczęło mi odpowiadać, a po jakimś czasie coraz śmielej się bawić i zagadywać. I wtedy zauważyłam w sobie dużą zmianę. Odblokowała się moja kreatywność, ciekawość świata, nadzieja na lepsze jutro i motywacja do działania, a mój mózg przeszedł trwale w tryb responsywny (o dwóch trybach działania mózgu responsywnym i reaktywnym, i jak sterować ich przełącznikiem, będę jeszcze pisać nieco później).

Aby zapewnić najwyższą jakość działania naszego nowowgranego programu, należy zadbać jeszcze o optymalne środowisko działania, by zapobiec downgrade’owi do starej wersji. Pomoże nam w tym krok trzeci.

3. Wewnętrzny Krytyk

Kolejną uniwersalną podosobowością, bardzo istotną z punktu widzenia terapii samego siebie, jest Wewnętrzny Krytyk. Kojarzysz głos w Twojej głowie, który obrzuca Cię błotem za każdym razem jak na obiad zamiast sałatki zjesz pizzę? Albo ten oskarżycielski głos, który gani Cię, jak po raz kolejny nie udało Ci się być obrazem wzorowej matki, który tak usilnie starasz się kreować? Ta część Ciebie, dla której nigdy nie jesteś wystarczająco dobra, szczupła, efektywna, szybka, dokładna, bez względu na to co robisz? To właśnie Twój Wewnętrzny Krytyk. Pewnie kojarzysz jego głos odkąd sięgasz pamięcią. On jednak nie zawsze był w Twojej głowie.

Osobowość dziecka jest spójna, niepodzielona. W miarę dorastania uczymy się, że musimy spełniać jakieś warunki lub się dostosować, aby osiągnąć lub dostać to, co chcemy. Podosobowości tworzą się właśnie po to, aby nam umożliwić osiągnięcie czegoś czego potrzebujemy. Gdy jesteśmy małymi dziećmi tym czego potrzebujemy najbardziej jest akceptacja i miłość naszych rodziców. Każda krytyka z ich strony lub odtrącenie podkopuje w nas poczucie własnej wartości. Jest nam wstyd, że nie jesteśmy wystarczająco „jacyś”, aby zasłużyć na miłość rodziców. A to bardzo boli, bo rodzice są dla dziecka najważniejszymi osobami na świecie. Znacie tą tendencję natury ludzkiej do dążenia do zamiany nieznośnego bólu na mniejszy do zniesienia? Z tego właśnie powodu powstał Wewnętrzny Krytyk (WK). Ma on na celu chronić nas przed bólem. Dlatego on zadaje nam go najpierw, zanim zdążymy doznać bólu odtrącenia z zewnątrz.

Paradoksem głosu WK jest to, że on ma jak najbardziej szczytne intencje, a w konsekwencji jego działalności cierpi nasze poczucie własnej wartości i doznajemy paraliżu jakiegokolwiek działania. Krytyk jest jedną z naszych najwcześniej rozwiniętych podosobowości, był z nami prawie całe życie, jest silnie zakorzenioną częścią nas, dlatego udawanie, że go nie ma czy pominięcie go w drodze rozwoju osobistego, wcześniej czy później zdestabilizuje nasze nowozbudowane szczęśliwe Ja.

Jak pracować z Wewnętrznym Krytykiem? Tutaj znowu szkół jest kilka. Przedstawię Wam tą, która zadziałała u mnie i wyjaśnię dlaczego inne nie mogły trwale zadziałać.

Przede wszystkim rozpoznałam, że mój Krytyk to tak naprawdę kilka głosów pojawiających się przy różnych okazjach i z różnych powodów. Na każdy z tych krytykujących głosów znalazłam inny sposób. Zaznaczam tylko, że jest to zawsze sposób „obsługi” danego głosu tak, aby był nam sprzymierzeńcem lub się wyciszył, ale nigdy nie jest to sposób, aby się go pozbyć. To bardzo ważne! Kiedyś starałam się bardzo konsekwentnie nie dopuszczać danego WK do głosu, zablokować go lub wyrzucić z siebie. Szybko nauczyłam się, że tylko mi się wydawało, że się go pozbyłam. Jak tylko przyszło wystarczająco silne zdarzenie, które normalnie przywołuje głos WK, uderzył on dużo dużo silniej niż robił to wcześniej. Trochę tak, jakby się wściekał tyle czasu, że go nie słucham i chciał się wyżyć, jak w końcu udało mu się dojść do głosu. Osobiście nie wierzę w to, że WK można tak naprawdę pożegnać i dać mu odejść na zawsze (jestem tu zwolenniczką założeń metody Voice Dialogue, którą wcześniej przywoływałam). Jak się nad tym zastanowić, to nawet nielogiczne. Bo jak może być możliwe wyrzucenie kogoś, kto jest częścią mnie, razem dorastaliśmy przez prawie całe życie (WK wyrabia się we wczesnym dzieciństwie), dzieliliśmy smutki i radości. Po tylu latach WK wrósł w nas zbyt mocno, aby się go po prostu pozbyć (podobnie zresztą jak z Wewnętrznym Dzieckiem). Za to można nawiązać z nim bliską szczerą relację i znaleźć na niego „sposób”. Jak wspominałam wcześniej, na każdy rodzaj WK znalazłam inny sposób, ale opiszę tu tylko jeden. Jest to sposób uniwersalny, który można zastosować do wszystkich Krytyków, a odkryłam go dopiero na końcu przy najtrudniejszym i najbardziej wyrazistym Krytyku.

4. Program: Najlepsza przyjaciółka

Moim najbardziej uporczywym Krytykiem, był głos Niszczyciela. Jest to taka wersja WK, która nie mobilizuje Cię do bycia lepszym. Jedynym skutkiem jego działalności jest poczucie, że jest się do tego stopnia beznadziejnym, że się nie zasługuje na to, aby żyć. Ulubionymi tekstami mojego Niszczyciela były „Jesteś totalnie beznadziejna! Do niczego się nie nadajesz! Nic dziwnego, że nikt Cię nie lubi/kocha!”, występowały w wielu kombinacjach i były stosowane w wielu różnych sytuacjach. Nie muszę mówić, co te słowa robiły z moim poczuciem własnej wartości. A oto przepis „krok-po-kroku” jak z nim sobie poradziłam:

Krok 1: Rozpoznanie energii WK – Każdy głos w Twojej głowie jest pewnym osobnym stanem/energią, w którą popadasz w danej sytuacji. Tak samo jest z energią WK. Aby móc z nią pracować należy ją zidentyfikować, nazwać, określić, poczuć.

Mój Niszczyciel to rosły mężczyzna, z grubym, sarkastycznym tonem głosu, często krzyczy.

Krok 2: Daj WK się wypowiedzieć – Czas nawiązać świadomą relację z naszym Krytykiem. Zatop się w tą energię, bądź przez chwilę nią. Daj mu się wypowiedzieć, bez oceny, daj mu powiedzieć wszystko, co tak naprawdę myśli. Zadawaj mu pytania. Dowiedz się:

  • po co jest?
  • jaki jest jego cel/misja?
  • kiedy czuje, że musi się włączyć w Twoje życie?
  • co chciałaby, abyś robił/a inaczej?
  • czego się boi?

Ważne, aby wypowiadać wszystko co pojawia się od razu w Twojej głowie, bez reżyserowania i blokowania.

Ja się dowiedziałam, że mój Niszczyciel przychodzi wtedy, gdy już totalnie błądzę, a moje czyny mogą mieć bardzo poważne konsekwencje. On chce ich za wszelką cenę uniknąć. Stosuje tak drastyczne środki, aby mnie obudzić, przywrócić do rzeczywistości. Uważa, że wybrany przez niego sposób jest jedynym skutecznym. A cel uświęca środki.

Krok 3: Interakcja – Pamiętając, że WK ma jak najbardziej szczytne intencje (on chce dla Ciebie dobrze, jest przy Tobie, aby Cię chronić), poczuj wdzięczność za jego autentyczną troskę. I opowiedz mu jak się czujesz, gdy się uaktywnia, jakie są tego konsekwencje dla Ciebie i jak tak naprawdę psuje Ci to życie od wielu wielu lat. Wybierz przykłady waszych autentycznych interakcji z przeszłości i opowiedz mu jak się wtedy czułaś/eś. Opisuj kolejne przykłady tak długo, aż zrozumie, że sposób dojścia do zamierzonego celu, który stosował do tej pory tak naprawdę niszczył Ci życie. A to nie było przecież jego celem! Przyjmij jego przeprosiny.

Krok 4: Transformacja – Gdy WK zrozumie, że mimo dobrych chęci nie osiągnął swoją działalnością nic dobrego, więc nie ma sensu dalej w to brnąć, będzie gotowy do transformacji. Transformacja polega na tym, że WK zostaje ze swoimi oryginalnymi intencjami, my natomiast uzgadniamy z nim nowe wspierające sposoby komunikacji i wywierania wpływu. Najlepiej też zamienić używane dotychczas przez WK zwroty na analogiczne tylko wspierające – to mu pomoże utrwalić się w nowej roli.

Mój Niszczyciel zamienił się w kobietę, trochę trzpiotkowatą, kilka lat młodszą ode mnie. Jest ze mną zawsze. Pociesza mnie i dba o to, żeby mi było dobrze. Zawsze mnie słucha. Jest moim doradcą. Nie ocenia mnie i akceptuje mnie taką jaka jestem. To moja najlepsza przyjaciółka. Czasami jeszcze się zapomina i zdarza jej się powiedzieć mi stary tekst. Ale to nic, bo ja jej szybko przypominam o nowych wyrażeniach, jakie uzgodniłyśmy 🙂

To tyle 🙂 Żebyście nie myśleli, że to takie proste, przyznam się, że praca z Wewnętrznym Dzieckiem zajęła mi ponad rok (w tym około 6 miesięcy oswajania Go do ujawnienia się), a z Wewnętrznym Krytykiem blisko 6 miesięcy. Naturalnie, to nie koniec drogi, dojrzewanie relacji między mną a moimi głosami jest procesem ciągłym. Jednak na tym etapie udało mi się wgrać program „Kocham Cię!” z sukcesem! Mimo że usuwanie resztek starego oprogramowania nadal trwa. Ja, oczywiście, nie szłam przedstawionymi powyżej krokami, raczej po omacku, na około, z wieloma potknięciami i pogubieniem drogi. Mam nadzieję, że Wam zajmie to krócej. Powodzenia „na szlaku”!


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.